VII. "Kto ośmiela się zakłócać mój smoczy spokój?" >> piątek, 21 marca 2008 17:54:49
Następne tygodnie mijały z wierną Cindy u boku. Hermiona bardzo się z nią zaprzyjaźniła. Przyjaciele, przychodzili ją odwiedzać jak tylko często mogli, ale mieli szkołę. Od dyrektorki, która przyszła 2 razy w ciągu 2 miesięcy dowiedziała się tyle, że rodzice są za granicą w jakiejś Polsce. Mionka znała ten kraj na tyle, żeby wiedzieć, że są tam skupiska ludzi - czarodziejów, którzy byli przeciwni zasad uznawanych w jej kraju. Może dlatego rodzice tam pojechali? Albo chcieli poznać te fascynujące rośliny, które tam rosną? Oczywiście jeżeli nie pojechali tam ze względu na sprawy Lorda Volemorta.

***


- Hermiona!

- Witajcie! Siadajcie, i mówcie co tam u Was?

- Nic nowego. - Odparła Ginny. - A u Ciebie?

- To samo.

- Mamy da Ciebie prezent. Kupiliśmy ci książki audio. - Harry, Ron, Ginny powyciągali z plecaków różne płyty. - To tak się chyba nazywa.

- Dziękuję! Nie wiem jak wam sie odwdzięczę!

- Wystarczy że szybko do Nas wrócisz! - wykrzyknął Ron.

- Cindy mówi, że za tydzień wrócę do Skrzydła Szpitalnego. (SS)

Weszła uzdrowicielka.
- Czas na leki. - powiedziała, i postawiła na stoiku różne buteleczki. - Dziś zmniejszamy dawkę. Jeżeli twój organizm ją przyjmie, to nawet jutro wrócisz do szkoły.

Hermiona wypiła lekarstwa i uzdrowicielka powiedziała że w lekarstwach był środek nasenny i Mionka trochę musi pospać, ale mogą przy niej zostać. I wyszła.
Przyjaciele patrzyli na śpiącą przyjaciółkę.

- Rany, to świetna wiadomość! - Ron był podekscytowany. Dodał ciszej do przyjaciół - Ale trzeba na Nią uważać.


***

Następnego dnia Hermiona została przeniesiona do szkoły, gdzie p. Pompfrey powiedziała, że za tydzień będzie zdrowa. Więc już tylko tydzień...


Hermiona obudziła się w nocy w swoim łóżku w SS. Miała koszmar. Znowu ten sam, jak na początku roku.
Zmęczona wstała, i zaczęła szukać dzbanka z wodą i szklanki. Macała na szafce i znalazła coś nowego. Było podłużne, metalowe, twarde i ostre. Wyczuła na tym kolce. Po dłuższych oględzinach, wywnioskowała, iż to jest dźwignia. Chwyciła za nią, pociągnęła, i obok łóżka ukazały się schody prowadzące w górę. Poszła po nich na samą górę, i otworzyła klapę w suficie. Rozejrzała się. Wszystko w porządku. Pomfrey u siebie. Przypomniała sobie jak Harry mówił jej i Ronowi, że Dumbledore mu kiedyś powiedział, że Hogwart skrywa pełno tajemnic. Stała jeszcze chwilę, i wahała się. W końcu weszła ostrożnie na górę. Panowała tam ciemność. Chwyciła za różdżkę którą rozświetliła pomieszczenie.
Była zachwycona widokiem jaki ujrzała.

Wszystko było takie wielkie i kosztowne, były tu biurka, fotele, stoły, szafeczki, portrety i wiele, wiele więcej. Każda ściana była pomalowana na inny kolor. Jedna, cała była czerwono-złota, następna zielono-srebrna, dalej jeszcze ledwo dostrzegała fiolet, a czwartej ściany nie widziała, ale domyśliła się, że również jest koloru założycieli domów.

- Na brodę Merlina! Ja chyba jestem w salonie założycieli! - Czytała o nich w "Dziejach Hogwartu" - Skoro tak, to gdzieś tutaj musi być...

Gdy tylko to powiedziała w jej kierunku pomknął wielki strumień ognia. Dziewczyna pisnęła ze strachu, i uciekła na bok.

- SMOOK!

- Kto ośmiela się zakłócać mój smoczy spokój? - ryknął smok.

- Ja... Hermiona.

- Jak masz na nazwisko - smok zaczął mówić łagodniej.

- Caitin.

- Jesteś z rodu TYCH Caitlin'ów?

- Chyba. Tak...

- Ach... zastanawiasz się pewnie dlaczego ze mną rozmawiasz?

- Tak szczerze? O niczym nie myślę w tej chwili. - Powiedziała głosem zdradzającym strach - Jestem za bardzo wystraszona.

- No tak! Gdzie moje maniery! - Smok zaczął zapalać pochodnie. Wielkie pomieszczenie od razu stało się jaśniejsze i przytulniejsze. - Usiądź na fotelu. Kiedyś na nim siadał Slytherin. Ja się zadowolę Moim legowiskiem.

Ślizgonka usiadła na meblu, spodziewając się wszystkiego.

- Więc - kontynuował smok - Caitlin'owie od pokoleń mogą rozmawiać z istotami magicznymi. Jakbyś poszła do stawu na błoniach, i wskoczyła do wody, byś mogła porozmawiać z trytonami, żyjącymi w głębi. Potrafisz podświadomie rozmawiać z wszystkimi, ale na razie nie zdajesz sobie z tego sprawy.

- Ale jak to możliwe?

- Wasza rodzina dosięgnęła złotej magii, a naprawdę mało osób dochodzi do tego poziomu.

Hermiona, spojrzała się na smoka, i dostrzegła coś w Jego oku.

- Panie smoku - zaczęła, ale nie dane Jej było dokończyć.

- Proszę mów mi Mała.

- Dlaczego?

- To moje imię.

- Dobrze więc Mała, skoro jesteś dziewczyną pogadajmy jak baby. Ile ty tu siedzisz?

- Kilka tysięcy lat... Straciłam już rachubę.

- Nie czujesz kłucia w lewym oku?

- Od pięciuset lat.

- Bo masz w oku wyjątkowo duży kawałek drewna.

- Tak myślałam, że coś tam jest. Czy mogłabyś mi Hermiono, tak masz na imię prawda? Wyjąć mi to?

- Ale po jednym warunkiem.

- Taak?

- Powiesz mi jakiś sekret założycieli Hogwartu.

- Ekhmmm... No dobrze...

- Przesuń się trochę w prawo...- Smoczyca posłusznie przesunęła się - O tak. Nie będziesz miała nic przeciwko, że wejdę na Twoją łapę?

- Nie! Nawet Cię podsadzę.

Wyciągnęła strasznie dużą dłoń, jeśli można ją tak nazwać, a dziewczyna weszła na nią. Mała delikatnie i powoli podniosła ją.

- Proszę. Wszystko zależy od Ciebie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nota denna, wiem. Na inną nie mogę. Przepraszam.

Kordelia:*
komentarze [6]

Zawieszam? 8| Dlaczego? >> czwartek, 14 lutego 2008 18:10:37
Jak w tytule. Nie było mnie pół roku. Jak to szybko leci! Przez pół roku 9 komentarzy! I to prawie same reklamy (Ale powiadamiajcie o notkach dalej! :) ) poszukam weny i coś nagryzmolę. Zobaczymy.

Ale życzę dużo walentynek i wielbicieli. W końcu dziś Dzień WALENTEGO!
komentarze [0]

Sowa >> wtorek, 7 sierpnia 2007 17:05:22
Staram się trzymać fason, i dawać notkę co tydzień, od pewnego czasu. Ale, są wakację, sami rozumiecie. Wyjeżdżam na kolonię na 2 tygodznie, w za tydzień w piątek. Wracam 31. Nie gniewać się, Hermiona Caitlin, też ma urlop w szpitalu ;) nom. To tyle. Pewnie pojawią się komentarze typu: "Masz jeszcze tyle czasu, do kolonii, napisz tą notkę!" - To nie moja wina, a wina weny. Bay Bay!
komentarze [10]

6. Sen/ Szpital św. Munga >> środa, 25 lipica 2007 12:03:38
- Hermiona. Miło cię widzieć.- usłyszała zimny, nieczuły(?) głos.
Gdzie ja jestem? - pomyślała
- Kim jesteś? - warto, czy nie warto się pytać? Spróbuję.
- Twoim Panem.
- Nie mam Pana!
- Owszem, masz.
- Nie!
- Nie sprzeciwiaj się woli Czarnego Pana!
- Gdzie ja jestem? Czemu tu jest sama ciemność?!
- Masz słuchać Malfoy'a. Lucjusz, ci wytłumaczy co, i jak. Piśniesz słówko o tym co się teraz dzieje, komukolwiek, a będziesz martwa!

Tu przerwał, się sen. Nie mogła otworzyć oczu. Nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. Słyszała tylko jakieś głosy:
- Nic jej nie jest?
- Ma głębokie rany.
- Niestety.
- Ach.. Co robić...?
Zasnęła. Tym razem nic jej się nie śniło.
Czuła pustkę. Była bezwładna. Co się ze mną dzieje?!
Dalej pustka. I w dalszym ciągu. A co to? Czemu znowu, jest samiuteńka ciemność?
- To tylko ostrzeżenie. Obudzisz się już niedługo. Jeszcze jedno: Bądź miła dla syna Malfoy'a. - Znów ten okropny głos. Głos- Lorda Voldemorta.
- Dla Malfoy'a? Dracona Malfoy'a?
- Tak. Pamiętaj. Jesteś teraz tak potężna, że lekkie odczucie gniewu, może zabić. Niedługo spotkasz się z 'rodzinką'. Chcesz się obudzić?
- Oczywiście.
- Pomyśl o tym. Pomyśl coś takiego jak:Chcę znów być w realnym świecie. Spróbuj, również odczuć gniew. Zobaczysz- podziała.
Chcę znów być w realnym świecie, chcę znów być w realnym świecie, - naparła się. CHCĘ ZNÓW BYĆ W REALNYM ŚWIECIE!!! - odczuła złość. Była zła na wszystkich, i wszystko. A co to? Podziałało! Odczuła na swoich zmęczonych powiekach biel. Odstraszającą biel.
Gdzie ja jestem? Co mnie tak zaślepia?

- Hermiona! Heermioooonaaa!!!
Otworzyła oczy. Rozejżała się po sali. No tak. To moi przyjaciele.
- Harry? Ron? Ginny? Malfoy? - ostatnie imię, a właściwie nazwisko, powiedziała ze zdziwieniem. - Co się stało? Gdzie ja jestem? Czy ktoś mi odpowie?
Wszyscy zaczęli mówić na raz.
- Obudziłam się... Zeszedłem... Usłyszałam.. Zbiegłem... Obudziłem..
- STOP! - zaczęła głęboko oddychać. - JEDNA osoba. Może Malfoy? On był w wieży. - dodała ostatnie zdanie, na zdziwione twarze przyjaciół. - Opowiadaj.
- A więc to było tak. Właśnie miałem zamiar się położyć, gdy usłyszałem u Ciebie hałas. Nie zwracałem na to uwagi, bo przecież, hałasy są zwykłe, ale w końcu było za głośno. Zbiegłem z schodów, od mojego dormitorium, i pognałem do Ciebie. Schody nie chciały mnie wpuścić, ale im opowiedziałem bujdę, że mnie wołałaś. I w końcu mnie wpuściły. Potem nie chciał mnie wpuścić obraz, ale go przekonałem. Wpadam do Ciebie, a nad twoim łóżkiem stoi jakiś mężczyzna. Celował różdżką w Ciebie, a to było już szczytem granic. Nie mogłem spać, nie chciano mnie wpuścić, a tu jeszcze taka niespodzianka. Więc podniosłem różdżkę, a on czmychnął na balkon. Nie zdążyłem nic zrobić. Uciekł. Wyczarowałem nosze, włożyłem cię na nie, i zaniosłem do skrzydła szpitalnego. Po drodze zobaczyłem Pana Filcha, i kazałem mu iść po McGonagal, po uprzednim zapoznaniu go w wersji wydarzeń. Pielęgniarka stwierdziła, że rany są ponad jej siły, i trzeba cię teleportować do św. Munga. Zaraz przyszedł dyrektor, McGonagal, oni - tu wskazał głową na trójkę przyjaciół -, oraz Filch. Chwile potem przylazł wasz ukochany gajowy. Dyrektor wziął cię na nosze, i cała defilada wyszła na błonia. Jednak sam Dumbledore wyszedł z Tobą za bramę, i zniknął. Deportował Cię do munga. Leżysz tu już dwa tygodnie, rodzice odwiedzają cię prawie codziennie. Jeszcze jakieś pytania?
- Czy już mi się zagoiło?
- Tylko troszeczkę. Uzdrowiciele mówią, że poleżysz tu sobie do świąt. Znając Ciebie jako kujonkę, muszę powiedzieć, że długo nie wytrzymasz bez nauki, i książek. Rodzice, kazali cię przenieść do sali bez innych pacjentów do czasu ocknienia. Teraz, pewnie przeniosą Cię, do sali z kujonką, taką jak ty, jaką już ci 'zarezerwowali'. Będziesz mogła pogadać z nią jak równą sobie. Ale to nie będzie długo trwało. Potem wylądujesz już w skrzydle szpitalnym w szkole. - tak zakończył swój monolog Harry.
- No to będę miała frajdę. Ktoś ma jakieś książki, bym nie umarła z nudów?
- Nie możesz teraz czytać. Czytanie wpływa na zmęczenie. Za to żebyś 'nie umarła z nudów' jest w tej sali telerizor. - powiedziała to uzdrowicielka, która właśnie weszła.
- Telewizor. Hahaha. Pani jest czystej krwi, nieprawdaż?
- Tak. Mugole, to nie jest moja pasja, zawsze zapominam jak to się nazywa. A teraz niespodzianka. WYNOCHA! Panna Caitlin, musi wypocząć. No JUŻ!
- Pa Mionka.
- Do zobaczenia.
- Szybkiego powrotu do zdrowia!
- Cześć!
- Pa kochani! Przychodźcie często.
Drzwi za nimi zamknęła uzdrowicielka.
- A teraz zacznę od początku. Witaj, jestem Cindy, pracuję jako uzdrowicielka. Będę tu do Ciebie przychodzić, podawać leki, i sprawdzać, czy wygonić gości - puściła oczko. - Włączyć ci telewizor? A, i pamiętaj. Na Twojej szafce nocnej, znajduje się dzwoneczek. Zadzwoń nim, a przyjdę do Ciebie, jeśli mnie będziesz potrzebowała. Nawet nie waż mi się wstawać sama. Jak będziesz chciała do łazienki, to również dzwoń. No to włączyć ci telerizor, czy nie?

***

Tego dnia, nic już się nie wydarzyło, potem tylko spała. Ale nie wiedziała, że zaledwie 50 km, stamtąd pewien człowiek myśli, co jeszcze zrobić, aby oderwać ją od szkoły.

****************
Witam! Nowa notka ;P Zmieniłam szablon, mam nadzieję, że się podoba ;) Zapraszam do szczerych opinii ;)
komentarze [9]

5. Zgubiony Naszyjnik, Prefekt Naczelny. cd. >> poniedziałek, 16 lipica 2007 11:47:30
- Co?! Mam dzielić wieże, ze szlamą?!
- Panie Malfoy! - McGonagall skierowała wzrok na Draco Malfoy'a.
- Spokój synu. To nie szlama. - odezwał się zimny, nieczuły, męski głos, wydobywający się z ciemnego konta pokoju.
- Ojciec? Tutaj?
Ze swojego ukrycia, wydostał się Lucjusz Malfoy. Miał na sobie czarną, długą szate z zielonymi naszywkami.
- Przepraszam, że przerywam. Prefekci, możecie już wyjść.
Po tym dialogu słów, Hermiona nie mogła ruszyć się z miejsca. Chciała zostać.
- Pani Dyrektor, Panie Malfoy... - powiedziała te słowa z szacunkiem. - Ja...
- Tak, masz zostać. - Dyrektorka, chyba nie zrozumiała. Miona chciała powiedzieć Ja... nie jestem szlamą?"
Gdy wszyscy wyszli w pokoju zostały tylko cztery osoby. Hermiona, Malfoy, Malfoy Junior i McGonagall.
- Może ja to wytłumaczę pannie Caitlin. Hermiono, twoi rodzice urodzili Ciebie rok po ślubie. Wtedy były czasy tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Ponieważ oboje wywodzili się z rodzin czystej krwi, mieli potężną moc. I to jedno taką jak oboje Potter'ów. Więc On zapragnął mieć ich w swojej armii. Chcieli Cię chronić, więc oddali cię do sierocińca. Stamtąd po tygodniu wzięli Cię Granger'owie. Jak już wspominałem, Twoi rodzice mieli wielką moc. Tak więc masz moc dwa razy taką jak jedno z twoich rodziców. Jesteś potężna. I nazywasz się Hermiona Caitlin.
- Czy moi rodzice... Oni...
- Tak, tak. I chcą się z tobą widzieć w Wigilię. Twoi rodzice są naszymi przyjaciółmi. Więc poprosili, żebym dotransportował cię do Twojego nowego domu. Granger'owie o wszystkim wiedzą. Wczoraj ich poinformowałem. Będziesz mogła ich odwiedzać.
- Ojcze, czyli więc...
- Poczekaj Draco.
- Muszę Cię również poinformować, że zostaniesz przeniesiona z woli twoich rodziców, do Slytherinu. Ale będziesz prefektem za Pensy Parkison. I będziesz Naczelną. - To powiedziała już McGonagall.
- W Slytherinie można mieć osobiste sypialnie. Ale Tobie ona nie potrzebna. Bo i tak będziesz Naczelnym. Z woli twoich rodziców, będziesz miała Oklumencję ze panem Malfoy'em, który na to się zgodził. Gabinet prof. Snape'a. Dziś już nie zdążysz na pare lekcji, tak jak pan Malfoy. Prosze oto twój nowy plan.
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
- Dziękuję.
Mr. Malfoy zmiażdżył ją wzrokiem. Zarumieniła się.
- Hasło do wieży: orzech włoski. Przejście znajduje się za obrazem Pochyłej Wiedźmy. W lochach. Jakieś pytania?
- Nie.
- Przyjedziemy, więc do nich na Wigilię? - zdało mi się, czy widziałam błysk w oku tlenionego?
- Tak.
- Jeszcze są pytania?
- Nie.
- Nie.
- To idźcie do wieży. Rozpakujcie się.
**********10 minut póżniej ***********
- Ładnie tu. - właśnie weszli do Pokoju Naczelnych. Po szczeryum wyznaniu Miony, że to najładniejsza rzecz jaką w życiu widziała, Malfoy tylko stwierdził, że tam jest ładnie!
- Nie. Tu jest pięknie, cudownie, fantastycznie!
- Ładniejsze są pokoje w naszym dworku. W waszym domu też są o stokroć ładniejsze.
- Opowiadaj dalej! Jak jest u mnie w domciu?
- My mamy dworek, a wy zamek! Jak się wjeżdża... EJ! Czy ty mnie właśnie wrobiłaś?
- Nieeee...
- To zobaczysz sama.
- Ech... Dobra. Nie opowiadaj.
Chłopak się zaczerwienił i wyszczerzył swoje idealne zęby.
- To ja lecę obejrzeć pokój, panie sama-się-przekonasz.
I wyszła zostawiając go w osłupieniu. Pokój jej się bardzo spodobał. A najbardziej karteczka na łóżku, od McGonagall. Dożywotnie pozwolenie na korzystanie z wszystkich książek z biblioteki! Nawet tych TYLKO dla nauczycieli! Po tym jakże ważnym dla niej pisemnym oświadczeniu, zaczęła oglądać pokój. Był w muślinowych, ciepłych kolorach. Gdy tylko do niego się wchodzi, widać piękne pozłacane łoże z baldachimem. Obok szafeczka nocna, i piękna szafa która pomieściłaby trzykrotną ilość jej ubrań. Jeszcze była tam toaletka, i wielkie lustro. Oraz wielka półka na książki, które tak lubi. Obok szafki nocnej drzwi do, jak wywnioskowała, osobistej łazienki. W łazience, jak w bajce. Wielka wanna, jak basen! I do tego kurki z płynami! Oraz, jej ulubiony, piana z podobiznami sławnych czarodziejów! Oparła się urokowi, i wykąpała się. Poczuła się cudownie.... Tego jej było trzeba od kilku dni... Odkeręciła wszystkie kurki. W końcu musiała je wypróbować. Gdy tak leżała w wielkim basenie, zobaczyła na wodzie...
- Krew! Aaaa!!! -Szybko podniosła się. Wzięła delikatnie troche płynu i... się zaśmiała!
- Przecież, to płyn truskawkowy! Hahaha!! Ale ze mnie gapa!
Dalsza kąpiel minęła, bez zażutu. Gdy wyszła, okazało się, że już czas spać.
~*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*
DOBRANOC HERMI.
To 5 rozdział. Hasło wymośliła moja koleżanka :*
komentarze [10]

4.Zgubiony Naszyjnik ,Prefekt Naczelny >> wtorek, 26 czerwca 2007 13:29:33

...Malfoy. Ten tleniony arystokrata.
Kurde! Cały czas za mną łazi! A przy stole Ślizgonów nie robił nic innego, tylko się na mnie gapił! Wrrr!!!*
- Granger! Uważaj, jak łazisz!
- Odwal się Malfoy!
- Bo niby co? - i podał mi rękę.
Co on wyprawia? Ale się moge z niego ponabijać...*
- Bo tak! Tleniony... Dzięki za pomoc. - i z jego pomocą podniosła się z ziemi.
- Następnym razem uważaj jak chodzisz!
- Daj mi spokój.
Po siedzeniu w bibliotece, poszła się spakować. O mało co, nie spóźniła się na eliksiry. Potem O.P.C.M. z Krumem.
- Dzień dobry. Jesteście najwyższą klasą, czyli siódmą. Więc, będą trudniejsze rzeczy do uczenia się...
- Tak na pewno... Mam nadzieję, że poleci na zbity pysk! - Szeptał szyderczo Malfoy do swoich goryli.
- ...a teraz otwieramy podręczniki na stronie 3. Spis treści. Pooglądacie w wieżach zdjęcia, są naprawde ciekawe. - ciągnął Krum. - Teraz otwieramy podręczniki na temacie pierwszym: Akromantule. Czy ktoś wie coś o nich?
- O nie... - jęknął Ron
Ręce Hermiony, Harry'ego, oraz jakiegoś Ślizgona powędrowały w górę.
- Panna Granger?
- Akromantula to gigantyczny ośmiooki pająk, który może się posługiwać ludzką mową. Pochodzi z Borneo, gdzie zamieszkuje gęstą dżunglę. Cechami szczególnymi akromantuli są grube czarne włosy pokrywające całe ciało, rozstaw nóg, który może osiągnąć nawet piętnaście stóp, szczypce, które wydają charakterystyczny klekot, kiedy akromantula jest podekstytowana lub zła, i trująca wydzielina. Akromantula jest mięsożerna i woli duże ofiary. Tka na ziemi kopulaste pajęczyny. Samica jest większa od samca, za jednym razem może złożyć do stu jaj. Jaja są miękkie i białe, wielkości piłki plażowej. Młode wykluwają się po sześciu, ośmiu tygodniach. Jaja akromantuli zostały zaliczone przez Urząd Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami do towarów klasy A, co oznacza bardzo wysokie kary za ich import lub sprzedaż. Przypuszcza się, że zwierzę to zostało wyhodowane przez czarodziejów; możliwe, że pierwotnie miało być przeznaczone do chronienia domów lub skarbów.**
- Brawo! 50 punktów dla Gryffindoru! Tak dużo się nauczyć! O! Prosze brać przykład z panny Granger!
Dalsza lekcja minęła na faworyzowaniu Miony, i złośliwych uwagach Malfoy'a.

~*~*~*~* W WS podczas przerwy obiadowej ~*~*~*~*

- Co tam? Ginny znalazłaś naszyjnik?
- Nie. Postanowiłam iść, z tym do McGonagal.
- Byłaś już?
- Tak.
- Moi drodzy - zaczęła przemowę McGonagall. - Otrzymałam wiadomość, że w naszej szkole giną błyskotki. I to nie byle jakie. Ginny Weasley, Rupert Hayes, Elein Elembre i Lavender Brown proszeni są do mojego gabinetu. Acha. Również Hermiona Granger, Ronald Weasley, Draco Malfoy, Pansy Parkison, Hanna Abot, Padma Patil, i cała reszta prefektów, również proszeni są o przyjście do mojego gabinetu.
- Ron, chodź.
- Źaras, ak zdjem. - Co miało oznaczać "Zaraz, jak zjem"
- Szybko!
- Uż.
- Ginny, też idziesz z nami?
- Okay.
Całą trójką poszli do gabinetu dyrektoza za McGonagall. Gdy kamienna himera odsunęła swoje wrota po powiedzeniu hasła, weszli po schodkach, a potem usiedli na krzesełkach, które musiała doczarować dyrektorka. Czekali z napięciem, które psuł Malfoy.
- Ginny Weasley, Rupert Hayes, Elein Elembre i Lavender Brown, znalazły się wasze zguby. - powiedział, i pokazała na biurko. Były tam: naszyjnik Ginny, złoty wodoodporny zegarek, piękne kolczyki z brylancikami, oraz pozłacane pióro.
- Weźcie, i możecie wyjść. Prefekci zostają!
Po chwili w sali byli sami prefekci.
- Tak więc, mam przyjemność poinformować, że panna Granger, i pan Malfoy zostali prefektami naczelnymi. W tym roku, naczelni dostają pewne... udogodnienia.
- Można wiedzieć jakie? - zapytała Miona.
- Tak. Otóż dostaniecie nowe pokoje, oraz Wspólny Pokój Naczelnych.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
* Hermionka myśli :P
** Ale ma wiedzy! Mam to z książki "Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć"

Wiem, jestem wredna ;P Ale nie sądzicie, że sie napracowałam? Wczoraj był nowy rozdział!
INFORMUJE O NOTKACH TYLKO TYCH, KTÓRZY WPISZĄ SIĘ DO KSIĘGI GOŚCI!!
komentarze [8]

3 Rozdział: Zgubiony naszyjnik >> poniedziałek, 25 czerwca 2007 17:54:57
Ginny, przyjaciółka Hermiony, siostra Ronalda obudziła się tego dnia pierwsza. Wstała pomalutku, aby nikogo nie obudzić. Zobaczyła swoją szafke nocną zupełnie pustą! Aż podskoczyła!
- Gdzie mój naszyjnik, gdzie on jest! - Wyrwało jej się. Przecież pamiętała, że jeszcze wczoraj kładła go na niej. -Kurcze! Gdzie mógł się podziać?!
- Prosze Ginny, ciszej! Ludzie próbują spać!
To była Parvati, jej koleżanka. Choć była w wieku Hermiony, lubiła ją.
- Sorka Par! Ale zniknął mój naszyjnik!
- Ten od Harry'ego?
- Taaa...
- Wczoraj widziałaś go ostatni raz na...
- Szafce nocnej... Ale go tam nie ma!
- Spróbuj pod łóżkiem i daj spać... -Tym razem była to Hermiona - Ginn, nikt w tym pokoju nie kradnie więc tu gdzieś jest!
- Pod łóżkiem nie ma. - usłyszały głos Ginny.
- To poszukaj, gdzieś indziej, a ja moge ci pomóc tylko powiedz: KTÓRY NASZYJNIK?!
- Ten z brylancikiem pośrodku...
- To ten za który Harry dał tysiąc galeonów?
- Tak...
- Ludzie, tyle wydawać... -zaspana Lavender wstało po tej przemowie i podreptała w stronę łazienki - Jak mnie będziecie potrzebowały, to wystarczy zapukać...
- Okay Par.
Dziewczyny szukały tego naszyjnika jeszcze z 15 minut. Na nic.
- Jeszcze się znajdzie, nie martw się! - Pocieszała przyjaciółke Miona.
- Wątpie - chlipała Ginn.
- Puki co trzeba iść na śniadanko.
- No dobrze.
- Ale najpierw ciuszki - Mionka wiedziała co lubi Ginn.
- Okay! - Ginn, polepszył się wyraźnie humor.
- Hmmm... Dzisiaj zdam się na ciebie... Chcę wyglądać schludnie. Ale nie mundurek! (Uczniowie z siódmego roku są zwolnieni z noszenia codziennie mundurka) - Ostatnie zdanie Miona powiedziała z lekkim naciskiem.
- No... Dobrze! - I zaczęła grzebać w szafie Miony.
Po chwili Hermionka stała przed nią w obdartych jeansach, i czarnym podkoszulkiem z napisem: "My Angel".
- Świetnie wyglądasz! -Krzyknęła Ginny. - Ale jeszcze coś! - to powiedziawszy podała jej czarne skurzane kozaczki z łuskami z trytona.
- Uuu!!! Sama sobie się podobam! Ale teraz ja czaruje! - Tym razem Miona zajrzała do szafy. - Załóż te rybaczki, o! ta tunika najlepiej się nadaje!
Potem łazienka, i ustrojone na bóstwa poszły do WS. (Wielka Sala)

~*~*~*~*W WS, A DOKŁADNIEJ PRZY STOLE GRYFONÓW~*~*~*~*~*~

- Ginny, nie martw się - mówił Harry po tym jak Ginn mu o wszystkim opowiedziała - Kupie ci nowy, o wiele ładniejszy!
- O nie! Już i tak za dużo wydałeś!
- Nie prawda! Ron, czytałeś szyld? Hogsmeade!
- Kiedy?
- Za dwa tygodnie. Ale jakoś przeży....
- Co?!
Mionka, też to zobaczyła. To był Krum. Wiktor Krum. I do tego szedł w ich kierunku!
- Hermionko! Jak się za tobą stęskniłem! - zaczął. - Może przyjdziesz do mojego gabinetu, o 20:00?
- Dobrze profesorze.
Krum drgnął. - Tylko nie profesorze!Po pierwsze: Wiktorze, oraz czekam o 20:00!! Nie zapomnij!
- Tak. Nie zapomnę.
Krum sobie poszedł, akurat wtedy, kiedy McGonagal rozdawała im plany lekcji.
Mniej więcej wyglądał tak:
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ponieważ miała jeszcze czas, postanowiła iść do biblioteki. Zamyśliła się. "Ale żle! Dwie pierwsze lekcje ze ślizgonami!"

ŁUP!!

Poczuła ból. Chciała zobaczyć na kogo wpadła, a był to...

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
WIEM JESTEM WREDNA ŚWINIA. ŻYCZĘ MIŁEGO KOMENTOWANIA!
komentarze [1]

2. Nareszcie w Hogwarcie! >> piątek, 11 maja 2007 12:28:28
I oto przybywam z nowym rozdziałem. Miłej lektury!
~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~
2. Nareszcie w Hogwarcie!
Pociąg powoli zwalniał. Zatrzymał się, gdy nasza bohaterka ubrana w szatę, siedziała w wagonie pielęgniarki*. Pomagała dziewczynie wziąść się w garść, po tym jak ta zemdlała. Z tego co mówiła, wywnioskowali, że Pansy Parkison próbowała rzucić na nią zaklęcie Craciatus. Prefekci (inni) natychmiast zareagowali. Hermiona zajęta kłótnią z Malfoy'em nic wcześniej o tym nie wiedziała (dlatego napisałam w tamtym rozdziale (...)Dalsza podróż trwała bez zażutu. Hermiona nie miała okazji zobaczyć przyjaciół. Profesor McGonagall kazała jej się opiekować dziewczynie z piątego roku bo zemdlała. (...) ) Prof. MacGonagal która w tym roku choć jest dyrektorką była w pociągu. Otóż teraz, po śmierci Dumbledore'a ze stanowiska "zastępca" przeszła na: "dyrektor". Jej zastępcą został prof. Flitwick. Lecz nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią (OPCM) nadal pozostał zagadką...
- Już się lepiej czuję...- wyrwała ją z zamyśleń dziewczyna.- Mo¿esz iść do zamku sama... Dam sobie radę...
- Nie mogę! Jeszcze nie jesteś na siłach!
- Nie! Idź! - wstała - Zabacz moge nawet iść!
- Ale przyrzeknij, że będziesz uważała!
- Masz moje słowo.
Na dworzu usłszała znajome -Pirwszoroczni! Pirwszoroczni- Jej przyjaciela Hagrida. Po chwili wytęrzając wzrok zobaczyła rudą czuprynę. Podeszła tam:
- Hej chłopaki! Co tam?
- Oj! Hermiona- ukrył coś za plecami lecz dziewczyna tego nie zauważyła.
- Szukalimy cię! Gdzie byłaś?
- W wagonie pielęgniarki. To co jedziemy?
Znaleźli wolną karetę i wsiedli. Podróż była nadzwyczaj cicha.
Gdy zajechali Hermiona przypomniała sobie o czymś:
- Wiecie... Coś mnie dziwi... Malfoy dzisiaj w przedziale poczęstował wszystkich fasolkami, a mi dał całe pudełko...- mówiła gdy szli
- Co mu się stało?
- Padaczka
- Apromentula*
- A ja myślę że nie. Ale co będziemy sobie nim zaprzątać głowy! Harry, dalej boli cię twoja blizna?
- Jeszcze gorzej niż zwykle...
Weszli do Wielkiej Sali (WS).
Zajęli swoje miejsca i czekali na rozpoczęcie. Po chwili prof. Flitwick przyszedł z dziećmi. Bardzo się bały. Hermiona przypomniał sobie jak to było z nią. Nie bała się, ale współczuła teraz tym dzieciom.
Tiara zaczęła śpiewać. Tym razem pieśń była o tym że za murami zamku czycha zło i tak dalej.
- A teraz będę wyczytywał nazwiska uczniów, a ci których wyczytam siądą na stołku i założą Tiarę Przydziału.
- Abreysers Botta!
- Amstrong Barrey!
- Beckingam Anna!
- Cyren Chelsey!
- Eglinkami Enna!
I tak pokolei podchodziły i zakładały. Do Gryffindoru doszło 25 osób. Nie jest tak źle...
- Jak wiecie- zaczęła swoją przemowe dyrektorka - Zmarł Albus Dumbledor'e. Uczcijmy jego pamięć minutą ciszy.
Nikt oprócz Malfoy'a i jego goryli nawet nie drgnął.
- Dobrze. Ja osobiście nie chcem być dyrektorem gdy go nie ma. Lepiej mi było być zastępcą u boku takiego wspaniałego człowieka. Ale jeżeli już mam tą posadę to pragnę przectawić nowego nauczyciela, Obrony Przec Czarną Magią: Wiktora Kruma!
Dopiero teraz Hermiona go zauważyła. Wywołał z niej przyjacielskość już w czwartej klasie. Kontaktowała się z nim, Lecz on jej o niczym nie napisał. Wstał skinął na wszystkich ręką i usiadł.
- Tak... Ja będę dalej nauczała transmotacji- jęk uczniów- A teraz już historyczne: Wsuwajcie!
Wszyscy zaczęli opychać się jedzeniem. Tak minęła cała uczta pod koniec dyrektorka wstała i powiedziała:
- Pamiętajcie o zakazie wchodzenia do Zakazanego Lasu, o regułach których jest cała lista u naszego woźnego. W tym roku odbędzie się wymiana uczniów. Do łóżek!
Hermiona zaprowadziła wszystkich pierwszoroczniaków do dormitorium i sama poszła spać po ciężkim dniu.

Apromentula* - choroba wymyślona przezemnie. Objawy- gorączka, majaczenie. Jest ciężko wykrywalna, i często mylona z Taraską.
komentarze [13]

1. W pociągu >> środa, 2 maja 2007 12:18:54
Jest to opowiadanie o dziewczynie, nie takiej zwykłej, bo o życiu, codzienności czarownicy. Można użyć delikatniejszego określenia, jak czarodziejki. Ta osoba, ma na imię Hermiona, i wywodzi się z rodziny mugoli. To typowe określenie wśród czarodziejów, ludzi ' nie pochodzących z ich świata'. Oceńcie sami!

Rozdział 1
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszego września, rano dziewczyna o pięknych kasztanowych lokach, które sięgały jej do pasa, obudziła się i cicho jęknęła. Znowu miała ten koszmarny sen! Od początku wakacji śniła, że dorosła stoi w kręgu postaci ubranych na czarno. Sama też tak jest ubrana. Potem, nagle podnosi różdżkę i krzyczy:
-Dość długo nas wydawałeś.Teraz już koniec przekazywania informacji! Crucio!
Człowiek padł na ziemię wrzeszcząc z bólu.
-Przepraszam pani! - krzyknął - To już się nie powtórzy!
-Tak! Nie powtórzy się! Crucio! - kolejne jęknięcie - Pozdrów resztę zdrajców! Avada Kedavra!
Człowiek padł na ziemię. Podeszła do niego i...
Tu przerywał się sen. Nasza bohaterka zawsze rano po tym śnie budziła się rano i dziwiła:
-Dlaczego zabiła człowieka? I tym razem tak było. Podeszła do szafy, i ubrała się. Zeszła na dół. W kuchni przywitali ją rodzice. Zjadła pośpiesznie śniadanie, i poszła się spakować. W końcu, zaraz jedzie do ukochanego Hogwartu!
Gdy przyjechała na peron, miała jeszcze pół godziny! Nigdzie nie widziała swoich przyjaciół ;(. Po pożegnaniu z rodzicami, weszła do pociągu.
W drodze do przedziału nikogo nie spotkała.W wagonie, prefektów był tylko Malfoy. Usiadła w zwykłym miejscu, i udawała, że patrzy się w swoje stopy. Siedzieli w ciszy.
-Gdzie sie gapisz Malfoy?! -krzyknęła nagle.
-Tam gdzie mi sie podoba. - Odpowiedział spokojnie. - Czy nie można spojrzeć na twoją koszulkę?
To powiedziawszy wstał i otworzył kufer. Wyjął czekoladową żabę i zaczął jeść gdy do przedziału wpadły prefektki Huffelpuffu i Revenclawu. Hanna Abbot i Padma Patil były na tym samym roku co Hermiona. Zajęły swoje miejsca i siedziały w ciszy. W końcu nie wytrzymały:
-Malfoy, to nie stołówka!
-Co ty sobie wyobrażasz?!
Krzyczały jedna przez drugą.
-Nie można już zjeść?
-Nie! -odpowiedziały chórem.
-W takim razie proszę! - podsunął im pod nosy Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Botta. - Bierzcie!
Spojrzały na niego dziwnym wzrokiem.Ale wzięły po jednej. Hermiona siedziała i patrzała z góry na całą scenę.
- A, ty Granger łap całe pudełko.
-Co? To już nie "szlama" ? Uważaj, bo ci zabrudze szlamem! - powiedziała z pogardą.
-Granger, ja z sercem, a ty mi z takimi tekstami wyskakujesz!
Dalsza podróż trwała bez zażutu. Hermiona nie miała okazji zobaczyć przyjaciół. Profesor McGonagall kazała jej się opiekować dziewczynie z piątego roku bo zemdlała.
komentarze [9]




Licznik
Ich historię czytało już wielkich Czarodziei i zwykłych Mugoli

Ja

Dodaj do ulubionych

O mojej osobie

Magiczna Księga
Zobacz
Wpisz się

Ich historia
2007
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (1)

2008
luty (1)
marzec (1)


Przyjaciele, Sprzymierzeńcy i Stowarzyszenia
dodatki-hpwampirze-zyciemy-friend-lonelinessmezczyzni-mysla-tylko-o-jednymwierna-na-wieki





Szablon
Szablon wykonała Gabrielle